Survival zimą

W końcu zima zawitała do naszego kraju, od kilku dni panowały minusowe temperatury, jest to idealna pogoda aby wybrać się na łono natury, aby podziwiać przyrodę zimą oraz poćwiczyć swoje umiejętności oraz przetestować nowy sprzęt.

W związku z wieloma obowiązkami od czasu naszego ostatniego wyjazdu nie było okazji aby wyskoczyć na jakiś wypad bushcraftowo-survivalowy, jednak telepatycznie z moim niezawodnym kompanem i przyjacielem Damianem wyczuliśmy moment aby wykorzystać zimową aurę na zorganizowanie leśnej eskapady.

Przed wyjściem obraliśmy podstawowe cele przede wszystkim rozruszanie kości – wykonanie spaceru 20-30 km, rozbicie obozu, przetestowanie nowego sprzętu.

Rozpoczynając nasz marsz o godzinie 8 rano było ok. -8 stopni, dlatego w pierwszą kolej musieliśmy rozgrzać mięśnie, co też zrobiliśmy pokonując kilka kilometrów w szybkim tempie. W trakcie naszej wędrówki mieliśmy okazję natrafić na małe stadko saren, które szybko się ulotniło jak tylko nas zobaczyły.

Z resztą idąc przez las zawsze rozmawiamy, tak aby było nas słychać z pewnej odległości, dzikie zwierzęta zaskoczone bliską obecnością człowieka mogą być nieprzewidywalne a nawet niebezpieczne w szczególności jeśli są z małymi. Dzikie zwierzęta mając świadomość obecności człowieka, generalnie unikają konfrontacji nawet drapieżniki, których co prawda jest niewiele w naszych lasach.

Po przejściu ok 7-8 kilometrów postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek oraz wypicie porannej kawki, podziwiając piękne zamarznięte jezioro.

 

Mój nowy plecak survivalowy, recenzja w najbliższym czasie

Było zimno a w szczególności przy jeziorze. Odradzam wchodzenie na taflę lodu – wpadnięcie do wody to chyba najgorsze co może Ci się przytrafić przy tej temperaturze, o możliwości utonięcia nie wspominając.

 

Podążając przez las pozyskiwaliśmy różnego rodzaju rozpałki od suchej trawy, korę brzozy na drzewie żywicznym skończywszy, niektórzy nazywają je smolnymi szczapkami.

 

Tutaj sprzedam wszystkim adeptom survivalu mały patent, iż drzewo żywiczne najlepiej pozyskiwać z sosny, odkryliśmy iż najlepszy surowiec znajduje się w korzeniach.

Złoto lasu – drzewo żywiczne

 

Niestety na „szybko” taka rozpałka nie sprawdza się za dobrze, wymaga ona wcześniejszego wysuszenia.

Mimo niskiej temperatury dopisywały na humory, po przejściu kilkunastu kilometrów postanowiliśmy rozbić obóz.

Po odnalezieniu odpowiedniego miejsca rozbiliśmy tymczasowy obóz, jak zawsze niezawodnym rozwiązaniem okazał się tarp, który posłużył jako zasłona przed wiatrem oraz zapewnieniem nam odrobiny komfortu w trakcie odpoczynku.

W międzyczasie postanowiliśmy rozpalić mini ognisko testując kuchenkę survivalową, oczywiście trzeba było przygotować odpowiednią ilość opału, niestety drzewo było bardzo mokre i zimne, przez co mieliśmy problemy aby ogień sam się podtrzymywał.

Nóż survivalowy musi być full tang i być drogi – no to jesteśmy pogromcami mitów 🙂

Nasze wypady to także doświadczenie to jest chyba przede wszystkim to po co wychodzimy sprawdzać i rozwijać swoje umiejętności ale również obalanie mitów zaciągniętych z Internetu.

Mój przyjaciel od dłuższego czasu używa noża Mora kupionego w sklepie za bagatela 25 złotych jak widać, nóż survivalowy wcale nie musi być drogi i nie musi posiadać głowni stałej (full-tang), ten nóż po raz kolejny przeżywał niemiłosierne batonowanie i wiece co? nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.

 

Kolejną rzeczą, którą testowaliśmy była wcześniej wspomniana kuchenka survivalowa.

Pierwsza kiełbasa na ognisku w tym roku

Kolejnym sprzętem, który testowałem poza nowym plecakiem ucieczkowym/survivalowym był lekki śpiwór puchowy.

Śpiwór sprawuje się bardzo dobrze, mimo ograniczonej izolacji od podłogi. Co prawda sam spiwór w takich warunkach nie wystarczy i konieczna jest lepsza izolacja od podłoża jednak na potrzeby testów zrezygnowaliśmy z tego elementu.

Jeśli poważnie myślisz o wypadach na łono natury lub szkolenia się w sztukach przetrwania to śpiwór jest jednym z tych elementów wyposażenia, na którym nie warto oszczędzać i lepiej kupić raz i porządny. Na moje oko rozsądne śpiwory zaczynają się powyżej 200 zł to jest absolutne minimum, najlepiej kupić najdroższy na jaki Cię stać.

Po testach oraz zjedzonym posiłku jak zawsze posprzątaliśmy po sobie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Czekał nas jeszcze długi spacer z powrotem.

I tutaj żeby nie było zbyt kolorowo muszę się przyznać, że w pewnym momencie straciliśmy orientacje w terenie. Powodów jest wiele m.in to, że był to teren w którym byliśmy pierwszy raz, trochę się szwendaliśmy tam i z powrotem, zimą wszystko wygląda podobnie, może też trochę ze zmęczenia i jednoczesnego rozluźnienia po zjedzonym posiłku.

W drodze powrotnej wyszło słońce i zaczęło się robić co raz cieplej.

I właśnie to słońce „nas uratowało” mianowicie było nie po tej stronie co trzeba 🙂 i zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Na nasze szczęście nadłożyliśmy niewiele dystansu.

Po tym jak zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak dla pewności skorzystaliśmy z dobrodziejstw dzisiejszej techniki czyli pozycjonowania GPS i aplikacji MAPS.ME, tak aby nie błąkać się po lesie tylko szybko dojść do miejsca, gdzie czekał na nas transport do domu.

 

Podsumowując

Przez ostatni czas zmieniliśmy sporo w naszym ekwipunku i zima była dobrym okresem przetestowania nowego sprzętu przed bardziej wymagającymi wyprawami. Niewątpliwie wyjście na wyprawę survivalową w zimę nie poleciłbym początkującym, osobą które dopiero zaczynają swoją przygodę – jak zawsze lepiej stopniowo podnosić sobie pozom trudności wraz z nabytą wiedzą, doświadczeniem oraz sprzętem.

Jeśli chodzi o sprzęt to wnioski nie są jednoznacznie i nie we wszystkim jesteśmy jednomyślni w szczególności jeśli chodzi o kuchenkę survivalową.

Co do reszty wniosek nasuwa się, że są rzeczy za które warto wydać pieniądze (jak np. spiwór) ale również rzeczy, które niekoniecznie muszą kosztować krocie (nóż).

Doświadczenie zdobyte na tym wypadzie odpowiedziało nam na wiele pytań i pozwoli się jeszcze lepiej przygotować na kolejny zimowy wypad.

7 komentarzy

  1. Witam

    Jak zawsze wielki plus za sprzątanie po sobie w lesie.Niby naturalna sprawa, a jednak nie wszyscy to rozumieją…
    Pytanie o plecak, na pierwszym planie pierwszego zdjęcia. Co za typ/producent? Pytanie drugie, jak sprawowała się w takich warunkach kuchenka gazowa? Czy przy ujemnej temperaturze nie było problemu poprawnym działaniem palnika?

    Pozdrawiam
    Bart

    1. Mieliśmy problemy z jednym palnikiem, drugi działał też tak sobie właśnie przez niską temperaturę – nie jest to wina samego palnika a gazu (niska temperatura – niskie ciśnienie). O plecaku napiszę w najbliższym czasie tak wiec na razie tajemnica 😉

  2. No tak, temperatura wrzenia mieszanki Propan/Butan, to około – 20C. Z moich doświadczeń z butlami i palnikiem Campingaz mogę potwierdzić, że już przy – 5C to słabo działa…
    Co do plecaka, to już sobie poradziłem 😉 ale ćiii…. tajemnica 😉
    Czekam na relację 🙂

  3. Wow jestem pod wrażeniem waszego zapału. Bardzo fajna relacja, bardzo fajnie ujęty moment rozpalania ogniska. No i przede wszystkim szacunek za to, że potraficie przyznać się do błędów a to chyba facetom wychodzi najgorzej 🙂

    1. Nie myli się tylko ten co nic nie robi… trochę feministycznie to zabrzmiało ale potraktuję to jako komplement 😉

      1. Witam,
        Chciałabym zasięgnąć opinii jaki sprzęt kupić na tydzień w zimie w temperaturze -20 stopni.

        1. Drogi Robsonie co masz na myśli tydzień w zimie w temperaturze -20 stopni. Co dokładnie planujesz? Czy masz jakieś doświadczenie w bytowaniu w takiej temperaturze przez tak długi czas?

Dodaj komentarz