Prepersi to świry

Kiedy większość ludzi słyszy słowa, takie jak preppers czy survivalowiec na ich twarzy często pojawia się lekki szyderczy uśmiech i zaczynają patrzeć na ludzi z dystansem –  zakładają, że musi być coś nie tak z tymi ludźmi. Większość ludzi uważa, że prepersi to świry, przygotowujemy się na inwazję kosmitów, apokalipsę zombie a po domach chodzimy w kapeluszach z folii aluminiowej.
Oczywiście są różne grupy tzw. prepersów od takich co robią to dla zabawy lub szpanu, są też tacy co wyczuli tutaj koniunkturę i robią na tym interes, inni kreują się na internetowych celebrytów, na pewno jest też jakaś grupa ludzi, którym w życiu może nie do końca się powiodło i dlatego popadli w paranoje końca świata bo uważają, że jeśli on nastąpi to w końcu będą mogli być kimś….

 

Wiele osób postrzega całą grupę właśnie przez tych ostatnich, często przykłady zapożyczają z Ameryki co w naszym rozumieniu świata jeszcze bardziej zakrzywia obraz ludzi tych, którzy poważnie myślą o zagrożeniach jakie mogą się wydarzyć (stąd też spolszczona, mniej radykalna nazwa tego bloga)

 

Ja oczywiście skupiam się na tych „normalnych” prepersach – zwykłych ludziach, którzy nie wyróżniają się zbytnio od ogółu, prowadzą normalne życie a przygotowania to bardziej ich hobby niż obsesja.

 

Preppersów, można nazwać ekscentrycznymi ludźmi, ale niezależnie od poziomu zaawansowania nie są oni do końca tacy szaleni na jakich się ich kreuje.

Nie tak dawno byłem w jednym ze znanych sklepów spożywczych i czekałem w kolejce do kasy, przede mną stali jacyś ludzie a przed nimi małżeństwo w dojrzałym wieku, którzy kupowali kilka zgrzewek wody, paczki ryżu, fasoli oraz trochę puszek i konserw. W tym momencie mężczyzna przede mną powiedział coś na styl „że Ci (Państwo) to chyba jacyś ku**a prepersi ha ha ha” na co kobieta stojąca obok niego skwitowała „że w tym kraju jest wielu świrów…” . Na początku chciałem się z skonfrontować z tym Panem ale ostatnio obiecałem, że będę grzeczny tak więc przemilczałem temat…

To co mnie najbardziej zaskoczyło to nie nawet chamstwo tego wymoczka i osoby mu towarzyszącej tylko to, że jeśli ktoś kupuje większą ilość artykułów spożywczych o takiej a nie innej charakterystyce, jest obiektem drwin w oczach innej osoby. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie potępiają innych za swoje wybory, zwłaszcza, jeśli w żaden sposób ich nie wpływają.

Po tym doświadczeniu postanowiłem napisać ten artykuł.

Chcę rzucić trochę światła na temat różnic, ale także na temat podobieństw między ludźmi, którzy się przygotowują a przeciętnymi ludźmi, którzy o tym nie myślą a ponadto uważają to za przejaw jakiejś choroby psychicznej.

 

Prepersi to zbieracze

Jest w tym trochę prawdy, zaczynając przygodę z przygotowaniami trzeba myśleć o wielu aspektach przetrwania, takich jak woda, jedzenie, bezpieczeństwo itd. jednak z czasem idziemy dalej w przygotowaniach w bardziej survivalowy świat i tak zaczynamy skupować rzeczy, które nie do końca są nam potrzebne w życiu codziennym. Tutaj przyznam się bez bicia, że nie jestem bez winy, sam posiadam sporo sprzętu, że mógłbym wyposażyć mały oddział ludzi – uzbierało się trochę przez te lata a jak wiadomo szkoda sprzedać 🙂
Jednak nie jest to nic innego jak odnalezienie pewnego rodzaju pasji, nie bardzo widzę różnicę między zbieraniem znaczków pocztowych a posiadaniem kolekcji noży czy nawet (o zgrozo) broni palnej! Na jedno i drugie można wywalić sporo pieniędzy jednak samo postrzeganie jednej i drugiej osoby jest już diametralnie inne.

 

Prepersi zdobywają doświadczenie, które co raz trudniej znaleźć w dzisiejszym świecie

Dla mnie najlepszymi prepersami są lub też byli nasi dziadkowie lub pradziadkowie – w szczególności Ci co przeżyli II Wojnę Światową oraz żyli w czasach komuny, gdzie trzeba było dobrze kombinować aby coś mieć lub zrobić bo nie było praktycznie niczego. Musieli ciężko pracować na wszystko, co mają, i przede wszystkim szanują to co mają.
Wielokrotnie jako młody jeszcze chłopiec nie dojadałem wszystkiego co miałem na talerzu – moja babcia kwitowała to słowami „abym nie dożył czasów, kiedy w twoim domu nie będzie jedzenia”. Mój przyrodni dziadek otrzymał ode mnie ksywę „patenciarz”, ponieważ potrafi naprawić praktycznie wszystko co znajduje się w jego otoczeniu, z improwizowanych elementów. Jak sam mówi prowizorka wytrzymuje najdłużej. Z drugiej strony dzisiaj już tacy ludzie się nie rodzą….

Czasy w których żyjemy przyniosły dostatek jednak z drugiej strony świadczy, to też o tym jak nasze społeczeństwo zepsuło się przez lata i jak się zmieniło … na gorsze. Bycie preppersem w dzisiejszych czasach to nie tylko zdanie sobie sprawy, z tego że można żyć bez smartfona i internetu a jak rozpalić ogień lub jak obliczyć czas do zachodu słońca bez zegarka.
Już samo życie we współczesnym świecie powoduje, że wszyscy możemy nazwać się zepsutymi dziećmi. Mamy wszystko, podano to nam na talerzu, rzadko angażujemy się w tworzenie lub budowę czegoś od podstaw, często narzekamy że to co mamy to za mało.
Nasze umysły są systematycznie wyłączane na rzecz naszego nowego mózgu – mądrego telefonu, który często jest mądrzejszy niż jego właściciel. Nie staram się nikogo urazić, ale warto się nad tym zastanowić – kiedy ostatnio zrobiłeś coś, co sprawiło, że czujesz się jabyś się czegoś się nauczył. Coraz częściej jesteśmy przyklejeni do naszych telewizorów i komputerów, a my nie zauważamy świata. Myślimy, że tyle wiemy, ale w rzeczywistości nie uczymy się niczego, co może być dla nas użyteczne.
Być może sztuka przetrwania w lesie nie jest najbardziej użyteczną rzeczą jednak, pokazuje jak dzisiejsze społeczeństwo zgłupiało. Opowiadając lub pokazując ludziom zdjęcia z moich wypadów i wypraw często słyszę, że nie wyobrażają sobie spania w lesie. Las to miejsce gdzie są dzikie zwierzęta, które czekają aby nas rozszarpać lub jacyś psychopaci. Rozumiem, że nie każdy jest stworzony do takich rzeczy jednak taka argumentacja czasami zastanawia mnie kto tak na prawdę posiada jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku.

Kilku prepersów, których znam od pewnego czasu zmienili się właśnie pod kwestią mentalną – ich wybory są bardziej przemyślane, przestali też ulegać modzie na co raz to nowe gadżety.  Może to wszystko wynika z ich życiowych doświadczeń, lub może wynikać z faktu, że cenią i szanują pieniądze, które jak wiadomo są potrzebne nie tylko w czasach dobrobytu. To co zauważyłem po sobie ale też po innych ludziach, że nie kręcą się w dzisiejszym wirującym konsumpcjonizmie, który coraz bardziej blokuje i otumania ludzi. Nie obchodzi ich najnowszy model srajfona czy telewizor z płaskim ekranem. Tutaj dodam iż jak słyszę konwersacje o nowym modelu telefonu z jabłuszkiem i że ktoś go potrzebuje jak wody bo ma poprzedni i będzie wykluczony społecznie to powoli zaczynam tracić wiarę w ludzkość…

Zamiast wydawać kasę na głupoty przeznaczamy pieniądze na jedzenie o długim terminie przydatności – ryż, konserwy, rzeczy które się przydają się w codziennym życiu, nie mówię żeby wszystkie bo spełnianie swoich potrzeb i przyjemności jest równie ważne. To oczywiście tylko kwestia perspektywy. Wszyscy mogą zaoszczędzić pieniądze i kupić to co chcą i sądzę, że ciężko będzie przetłumaczyć komuś aby nie wydawał kasy na coś co nie jest mu do niczego potrzebne.

Preppersi są z reguły inteligentni

Ponownie nie staram się nikogo urazić i to tylko osobista opinia. Nie mówię tutaj o posiadaniu stopnia naukowego lub czegoś takiego. Mówię o tym, co sprawia, że ​​jedna osoba pracuje z tym, co ma pod ręką lub z tym, co udaje mu się znaleźć. Rodzaj wiedzy, którą dostajesz po wielu doświadczeniach życiowych, oraz nauce na zasadzie prób i błędów jest bardzo cenny, uczy cię improwizowania oraz nieszablonowego myślenia Anglicy mają na to ciekawe powiedzenie (think outside of the box).
Bycie prepersem to dążenie do pozyskiwania nowej wiedzy i umiejętności. Większość z nich chętnie spróbuje nowych pomysłów i dowiaduje się o swoich błędach bo z nich jest największa nauka. To samo staram się przekazywać z relacji moich wypadów nie to jak było super tylko to co poszło nie tak, gdzie popełniliśmy błędy – ta wiedza jest warta więcej niż najlepszy plecak survivalowy.

 

Preppersi szanują Ziemię i środowisko

Survival i przygotowania są bardzo mocno związane z obcowaniem w dzikim terenie. Jeśli nie należysz lub nie zamierzasz należeć do grupy szpanerów to prędzej czy później spróbujesz swoich sił na łonie natury.
I tutaj uważam, że jest w tym coś więcej niż tylko trening swoich umiejętności, człowiek zaczyna doceniać to co się znajduje dookoła niego. To że takie miejsca jak las nie należą do nas i jesteśmy tam tylko gośćmi. Przychodząc do kogoś raczej nie zostawiasz syfu, dlatego tą zasadę stosujemy również na łonie natury.

Kolejnym przykładem jaki mogę podać to jeden z moich znajomych, który jest myśliwym. Zapewne tutaj kilka osób powie czekaj szanuje środowisko i zabija zwierzęta? Otóż tak – świat myśliwych nie jest mi za bardzo znany jednak z tego co wiem to i tam są „dobrzy” i „źli”. Osobiście nie widzę nic złego w polowaniu dla jedzenia, uważam że własnoręczne zastrzelenie zwierzęcia, oprawienie go i zjedzenie jest bardziej humanitarne – strzał w serce lub głowę powoduje natychmiastową śmierć a zwierze nie cierpi i nie stresuje się czego nie można powiedzieć o zwierzętach, które idą na rzeź. Nie jestem wegetarianinem i raczej nie planuję być ale tutaj muszę przyznać mojemu koledze myśliwemu rację.
Wiele osób mówi, że nie dałoby rady odebrać życia zwierzęciu – jeśli i twoja psychika kończy się na półce z mięsem to ok.

Wielu Preppersów wie jak wykorzystać to co znajdą, co inni mogą uznać za bezużyteczne. Patrząc na zużytą puszkę czy plastikową butelkę wiele osób widzi tylko śmieci – ja widzę kuchenkę survivalową, improwizowane ostrze, haczyk, pojemnik na wodę czy nawet linkę (tak z butelki można zrobić nawet sznurek).
Jeśli świat przestanie działać jutro ci, którzy wiedzą, jak wykorzystać to, co zostało z obecnego, to ci, którzy przeżyją bo będą potrafili zrobić coś z niczego.

 

Preppers nie przygotowuje się tylko dla siebie
Chociaż i wśród prepersów panuje pogląd, że przygotowuje się po to aby przeżyć gdy inni będą walczyć o życie i pisałem już o tym co zostało potocznie nazwane Taktyką samotnego wilka.
Uważam, że wielu prepersów przygotowuje się nie tylko dla siebie ale również dla rodziny i bliskich. Sam wielokrotnie odnoszę wrażenie, że moja rodzina uważa to za trochę dziwne gdy przywożę zakupy, które nie idą do lodówki tylko do spiżarni.
W przypadku braku dostępności takich produktów, paczka ryżu czy konserwa może być na wagę złota i pozwolić komuś przetrwać parę dni dłużej. Oczywiście, że ciężko będzie w takich czasach być dobrym samarytaninem ale kilku osobom na pewno bym pomógł.

Uważam, że masz większe szanse na otrzymanie pomocnej ręki od preppersa, a nie od rządu po katastrofie. Nie mogę powiedzieć tych samych rzeczy o innych, nieprzygotowanych. Czy uważasz, że ktokolwiek, kto walczy o swoje życie, pomoże tobie w niedoli? Historia wielokrotnie pokazywała, iż zdesperowani postrzegają innych głównie jako konkurenta, a nie człowieka, instynkt przetrwania powoduje że ludzie zachowują się jak zwierzęta.

Sama idea przygotowań bierze się z pewnego rodzaju lęku czy obawy. Jeśli nie prowadzisz życia w różowych okularach i choć odrobinę interesujesz się tym co dzieje się dookoła Ciebie, łatwo wywnioskujesz że czasy, w których przyszło Ci żyć są niepewne – szerzej poruszyłem temat w artykule Dlaczego się przygotowuję.

Wielu z nas obawia się czegoś innego, załamania gospodarczego i zamieszek, black-out`u, śmiercionośnej epidemii jeszcze inni wojny tym razem totalnej. To wszystko nie napawa nas optymizmem.
W moim przypadku z jednej strony prowadzę normalne życie jak każdy inny człowiek, z drugiej strony moje zainteresowania a także to co robię w wolnym czasie budzą w wielu ludziach niepokój.
Przykładów można podać wiele – chociażby lęk przed bronią, tak reagują ludzie, którzy nie rozumieją tego po co ona jest – do obrony. Nikt jednak się nie zastanawia, że w przypadku jakiegoś załamania grupa zaprzyjaźnionych sąsiadów – prepersów dawałaby ochronę kilkudziesięciu innym osobom przed zwolennikami cudzej własności.
Ochrona innych i poszanowanie ludzkiego życia leży chyba w fundamentach bycia prepersem. Z drugiej strony posiadanie odpowiednich narzędzi i zdolności do tego aby tego życia bronić jest tak samo ważne jak to pierwsze.

W przypadku jakiegokolwiek załamania nawet jak jesteś najlepiej przygotowanym człowiekiem na świecie nie osiągniesz nic i nie przetrwasz zbyt długo. Ludzie to zwierzęta stadne i jedynie jako grupa stanowimy siłę dlatego w moim przeświadczeniu jest np. zapewnienie grupie bezpieczeństwa. Są ludzie którzy posiadają inne umiejętności a niekoniecznie są typem survivalowca lub też kogoś kto zna się na obsłudze broni, jednak ich wiedza może być bezcenna dla całej grupy, kiedyś już przytaczany przeze mnie przykład starszej Pani która jest lekarzem.

 

Ten artykuł nie ma na celu przekonać ludzi do zostania preppersami. To tylko osobista opinia, która ma pokazać, że preppersi nie są szalonymi ludźmi. Nie różnią się od innych i mogą spełnić ważną rolę w tym zmieniającym się świecie.

 

Jak zawsze zachęcam wszystkich do komentowania oraz podzielenia się własnymi spostrzeżeniami.

5 komentarzy

  1. Fajny art. choć fakt, iż głupie gadanie jakiegoś „Janusza i jego Karyny” Cię ruszyło świadczy o tym, iż odczuwasz jakiś dyskomfort z faktu, iż ktoś z otoczenia ocenia Cię przez pryzmat Twojego hobby.
    Niepotrzebnie.
    Umiejętność przechodzenia obojętnie obok takich opinii to też jedna z cech którą powinien posiadać prepers, nieprawdaż?
    Ps.
    Drobna literówka w tekście:
    „Przygodząc do kogoś”

  2. Bardzo ciekawy artykuł 🙂

    Chciałabym się odnieść do wątku posiadanej wiedzy i umiejętności. Niejednokrotnie myślę, jak bardzo oddaliliśmy się od naszych przodków. Od ludzi żyjących jeszcze kilka, kilkanaście pokoleń przed nami. Potrafili korzystać z tego co ich otaczało ale i dostosowywać otoczenie do własnych potrzeb.
    A jak słusznie zauważyłeś dzisiejszy człowiek staje się bezradny kiedy przyjdzie mu cokolwiek zrobić czy naprawić. W firmie, w której pracuję są ok. 30-tetni faceci, dla których naprawa kontaktu jest niewyobrażalnym wręcz zadaniem 😀
    A takich „patenciarzy” jak Twój dziadek i dzisiaj nie brakuje – mój narzeczony i tata – ach! tacy mężczyźni imponują :-)) Nie ma co 😉
    Do tego ludzie faszerują się chemią bo włożenie odrobiny wysiłku w przygotowanie posiłku urąga wygodnemu życiu, gdzie wszystko jest podane na tacy.
    W moim domu zawsze piekło się chleby, wyrabiało sery, masło, makarony, wędliny i całą masę przetworów owocowych i warzywnych. Jasne to kosztuje bardzo dużo wysiłku i czasu. Ale nigdy nie wiadomo w jakich okolicznościach nabyta wiedza i umiejętności mogą się okazać kluczowe.

    Pozdrawiam.

  3. Bardzo fajny artykuł, niemal w pełni utożsamiam się Autorem, ponieważ sam „praktykuję” podobny styl godzenia normalnego życia, z nieco jeszcze u nas egzotycznym zainteresowaniem survivalowca – preppersa.
    Jednak jest coś, co uważam za odwieczną sprzeczność w rozumieniu bycia preppersem w stosunku do warunków w których przyszło nam życ, czyli w Polsce.
    Nie rozwodząc się zbytnio – to środek Europy, wysoce zurbanizowane i gęsto zaludnione tereny, wręcz często przeludnione, gdzie umiejętność rozpalenia ognia bez zapałek albo określenie godziny bez zegarka moim zdaniem graniczy ze śmiesznością i tutaj właśnie naraża nas często na krytykę i ośmieszenie.
    Sam uważam się za preppersa, nawet moi bliscy znajomi podśmiewują się czasem ze mnie, co zresztą daje powody do fajnych dyskusji i przy napoju z pianką. Często pytają, czy już wybudowałem ten swój wymarzony schron 😉
    A druga rzecz to zachowanie pewnej tajemnicy tego, co robię.
    Przecież w godzinie W, kiedy wszystko upadnie, wszystkiego zabraknie, oni wszyscy najpierw przyjdą do mnie….
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za to, że jest takie fajne miejsce do „wypłakania się” na forum publicznym 🙂 🙂 🙂

  4. Cytując prof Krupińskiego, mojego nauczyciela antropologii „postęp jest wrogiem ewolucji”.
    Korzystanie z owoców postępu technicznego sprawia, że stajemy się coraz bardziej cherlawi i ułomni.
    Wystarczy spróbować 1 tydzień żyć jak nasi przodkowie 100 lat temu: bez prądu, neta, wodociągu, CO, kanalizacji i samochodu. Da to wyobrażenie jak daleko nam do naszych dziadków i pradziadków. To tylko 2-3 pokolenia.
    Bez treningu podstawowych czynności samo wyłączenie prądu postawi ludzkość w sytuacji, z którą sobie nie poradzi.

    Jeżeli ktoś tego nie widzi bo mu ucisk spodni-rurek wyłączył podstawowe funkcje mózgu to wypada tylko zapłakać. Widać dzisiaj do selekcji naturalnej wystarczy tak błaha rzecz jak myślenie o przyszłości.

  5. Kocham Prepresow !!!!@

Dodaj komentarz