Dlaczego się przygotowuję

W tym artykule chciałem poruszyć rzecz fundamentalną – po co to wszystko?. Po co tyle zachodu na coś co może się w ogóle nie wydarzyć. Prepersi często wspominają o zdarzeniach typu uderzenie komety czy epidemia wirusa zombie ośmieszają całą grupę ludzi z tym związanych.

Moja przygoda z przygotowaniami zaczęła się od momentu kiedy zostałem rodzicem, może to z powodu zwykłego ludzkiego instynktu moim nadrzędnym celem stało się zapewnić bezpieczeństwo mojej rodziny.

 

Obyś żył w ciekawych czasach

Tak mówi stare chińskie przysłowie, i rzeczywiście tak jest. W pewnych sprawach nie trzeba być jasnowidzem, wystarczy popatrzeć dookoła nas co się dzieje i bardzo łatwo można wywnioskować, że żyjemy w bardzo ciekawym a jednocześnie niebezpiecznym czasie.

Z jednej strony przez ostatnie kilka, kilkanaście lat doszło do wielkiej rewolucji technologicznej. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy bo internet czy smartfony to dzisiaj już oczywista oczywistość, jednak cofając się jeszcze kilkanaście lat do tyłu takie gadżety były widoczne tylko na filmach science fiction. Uważam, że dynamika postępu technologicznego dopiero nabiera tępa i już za kilka-kilkanaście lat możemy się spodziewać pierwszych humanoidalnych robotów czy autonomicznych samochodów coś co jeszcze nie tak dawno było widoczne w grach i opowieściach cyber-punk powoli staje się rzeczywistością.

Sam pracuję jako człowiek związany z różnymi technologiami i moja obserwacja jest taka, że to co miało nam pomagać się rozwijać powoli zaczyna odmóżdżać ludzi, pod względem podstawowych odruchów społecznych (wystarczy popatrzeć na grupki młodzieży, wszyscy siedzą razem wlepieni w smartfony) lub brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego (ludzie bezmyślnie łażący przez drogę nie dbając o bezpieczeństwo swoje oraz innych) takich przykładów są dziesiątki jak nie setki i nie ma sensu ich tutaj wymieniać, każdy zdrowo myślący człowiek widzi co się dzieje.

O rozwoju technologii piszę nieprzypadkowo – w niedalekiej przyszłości przewiduję, że wiele podstawowych czynności zaczną za nas wykonywać roboty. Mówimy tutaj o zastąpieniu podstawowych prac zaczynając od kierowców czy to w taksówkach, autobusach ale także w tirach przez autonomiczne pojazdy, po pracowników fabryk, sklepów. Roboty humanoidalne będą się nadawały do wszystkich prac, które nie wymagają specjalistycznej wiedzy oraz kreatywnego myślenia, skupia się to na wykonywaniu pewnych zaprogramowanych czynności. Mogę dodać, że w tego typu zawodach pracuje zdecydowana większość ludzkiej populacji – warto sobie zadać pytanie co się z nimi stanie jak przestaną pracować, przecież każdy z nich musi coś jeść jakoś utrzymać swoją rodzinę itd.

Kilka obecnych modeli robotów firmy BostonDynamics

Jeśli jesteś ciekaw czy twoja praca jest zagrożona automatyzacją ze strony robotów zachęcam do odwiedzenia strony internetowej:

https://willrobotstakemyjob.com

 

Z drugiej strony obserwujemy to co dzieje się dookoła nas, w mediach jesteśmy stale bombardowani informacjami o wojnie czy też zamachach terrorystycznych, napięciach między mocarstwami i oczywiście tak często poruszany w mediach problem imigrantów. Generalnie to nie lubię się na blogu wypowiadać na tematy polityczne (w ogóle nie lubię) jednak w tej sprawie posiadam pewną wiedzę, odnośnie tych ludzi. Mianowicie jeszcze nie tak dawno byłem sam na imigracji na wyspach brytyjskich i mieszkałem z tymi ludźmi za ścianą, odrobinę ich poznałem ich kulturę oraz zwyczaje. Tutaj może wielu zaskoczę ale nie są wcale tacy źli jak się nam ich przedstawia, w pewnych kwestiach moglibyśmy się od nich wiele nauczyć.

Przykładów mógłbym podać wiele jak np. to że jeśli ktoś za granicą ma z jednym problem to ma problem z 30 kolejnymi oraz to, że między sobą prowadzą interesy uczciwie innych można oszukiwać ale nie swoich :). U nas realia wyglądają, że jeśli ktoś Cie ma wykiwać za granicą to Polak.

Wracając do tematu – problemem jest właśnie kultura, są oni ukształtowani zupełnie inaczej niż my i posiadają zupełnie inny system wartości, który dla nas jest niezrozumiały i wice wersa. Mogę śmiało stwierdzić, że nasze kultury nie są kompatybilne i prędzej czy później zacznie dochodzić do napięć społecznych to już tylko kwestia odpowiednich proporcji. Sprawę można porównać do szklanki wypełnioną do połowy olejem i wodą niezależnie jak bardzo potrząsałoby się naczyniem oby dwa płyny nigdy się nie połączą.

Ich kultura i religia jest bardziej ekspansywna od naszej, z racji tego że natura nie lubi pustki, a niewątpliwie w Europie wytworzyła się próżnia kulturowa, jest właśnie zagospodarowywana nową.

Mimo iż w mediach już nic nie mówi się o wojnie na Ukrainie i jest ona sukcesywnie wygaszana medialnie, trwa ona nadal, działania wojenne są nadal prowadzone może nie na taką skalę jednak to że się o tym nie mówi nie znaczy, że nagle wszystko wróciło do normy. A dzieje się to już nie tak daleko naszej granicy. W takich rozgrywkach czy to na Ukrainie czy też na Bliskim Wschodzie w Syrii czy Iraku nie ma złych czy dobrych to jedynie walka o wpływy i interesy.

Na naszym podwórku cały czas trwa wojna polsko-polska, i niezależnie kto jest u władzy nie ma szans na to aby zbudować pewną strategię przetrwania nadchodzących trudnych czasów. Wielu strategów i specjalistów o tym mówi, że bez wielkiej strategii stworzonej ponad podziałami, nasza przyszłość może być niepewna. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak jak to było w trakcie II WŚ, znowu możemy stać się pionkiem w kogoś grze i być wystawieni na pierwszy ogień, sam osobiście nie wierzę w sojusze i zapewnienia innych Państw, że przyszłyby one z pomocą na wypadek jakiegoś konfliktu zbrojnego na naszym terytorium.

 

Wojna bez jednego wystrzału

Wiele osób opowiada o wojnie widząc wielkie armie ścierające się, dywizje czołgów toczące spektakularne bitwy, samoloty zrzucające bomby czy też wymianę nuklearną. Tak to wszystko widzimy w mediach i po raz kolejny uważam, że takie obrazy są nam celowo wpajane w głowę abyśmy jednoznacznie kojarzyli słowo wojna z takimi zdjęciami. Działania wojenne są jak najbardziej realne i nigdy nie chciałbym aby taka powtórka w naszym kraju miała miejsce. Jednak uważam, że od tamtego czasu oręż wojenna się zmieniła a te wszystkie czołgi i helikoptery to tylko drobniaki do toczenia małych wojenek w różnych zakątkach świata.

Każdy zdrowo myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że taka wojna kosztuje, samoloty i pojazdy trzeba zatankować, uzbrojenie też nie jest tanie a i żołnierz musi coś zjeść co powoduje bardzo wysokie koszty utrzymania tego arsenału, te koszta dodatkowo się zwiększają w momencie kiedy wojska stacjonują z daleka od baz i musi zostać stworzona cała linia logistyczna utrzymująca tą machinę przy życiu.

W przypadku jeśli my byśmy zostali wciągnięci w tego typu konflikt, a wydaje mi się że w pewnym momencie możemy być ofiarami takiego ataku z resztą nie tylko my ale również połowa całego świata to najprostszym działaniem wojennym przeciwko innemu krajowi będzie właśnie atak cybernetyczny na krytyczną infrastrukturę państwa – sieć energetyczną. Atak hakerski może być początkiem większej operacji wojskowej, która będzie miała na celu wprowadzenie chaosu na danym terenie, koszt takiego ataku jest praktycznie zerowy.

Już na ten temat pisałem tak więc nie będę się powtarzał, jednak im więcej czytam na ten temat tym mam co raz większe obawy, że scenariusz Marca Elsberga może się wydarzyć.

Dla zainteresowanych – (link) , dokument który jakiś czas temu wygrzebałem z sieci. Został on już napisany jakiś czas temu ale wydaje mi się, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło.

Ten sam rozwój technologiczny i przywiązanie nas do wygód typu internet, social media, płacenie kartą ale również możliwość wykąpania się w łazience może prysnąć w jednym momencie. Czas naprawienia i ponownego uruchomienia elektrowni energetycznych sięgałby przynajmniej kilku tygodni jak nie miesięcy. Przez ten czas dochodziłoby do scen, których większość z nas nie może sobie wyobrazić.

Warto wspomnieć o niedawnym ataku hakerskim WannaCry, który sparaliżował pracę m.in. Angielskiej Służby Zdrowia, Lotnisk, Bankomatów itd. dla zainteresowanych podrzucam (link).Wydaje mi się, że to był tylko taki przedsmak co może nas spotkać w niedalekiej przyszłości.

Nie uważam natomiast za prawdopodobny jakikolwiek konflikt nuklearny na wielką skalę, żadne z mocarstw nie poszłoby na taką wymianę ponieważ byłby to koniec naszej cywilizacji i najprawdopodobniej koniec życia na ziemi. Przecież nikt nie chce rządzić radioaktywnym pustkowiem. Są dzisiaj zdecydowanie skuteczniejsze środki takie jak broń chemiczna czy biologiczna pozwalająca na wytępienie danej populacji bez szkody dla infrastruktury czy środowiska.

 

Niewolnicy długu

Dzisiejszy świat opiera się wyłącznie na pożyczonych pieniądzach, począwszy od zwykłych ludzi, którzy na zakup mieszkania podpisują cyrografy do końca ich życia. I tak aby mieć te 4 własne kąty musisz harować przez kolejne 30 lat i oddawać większość swoich pieniędzy, które zostały Ci pożyczone. Poza tym warto wspomnieć, że większość pieniędzy jest dzisiaj praktycznie wirtualna i nie mają one pokrycia i realnej wartości, wszystko jest tylko umowne regulowane przez rynek.

Tak jak się to stało w przypadku osób które wzięły kredyt we frankach szwajcarskich przy bardzo dobrym kursie do złotego, teraz muszą ten kredyt spłacać o nawet 30% więcej. Analogicznie sytuacja mogłaby wyglądać w przypadku kredytów złotówkowych, w momencie kiedy nagle z jakiegoś powodu wrosłaby inflacja, może tak na prawdę ktoś z góry dokręca śrubę? Po raz kolejny możemy sobie łatwo wyobrazić jakie miałoby to konsekwencje.

Dług to również skala państwowa, nasi politycy uwielbiają nam coś obiecywać, a jeszcze bardziej uwielbiają szastać nie swoją kasą, tak więc większość Państw na świecie zapożycza się w różnego rodzaju instytucjach finansowych, zwiększając tą spiralę zadłużenia z roku na rok. Pytanie czy ktoś za jakiś czas nie powie „sprawdzam”, po raz kolejny mam obawy że do takiego zdarzenia może w niedalekiej przyszłości dojść.

 

Eksperyment z Szalką Petriego

Populacja ziemska przypomina, pewien eksperyment opisywany przez biologów, którzy umieszczają pewną populację bakterii na szalce Petriego i dają tym bakterią pożywkę tak aby mogły się rozmnażać. Bakterie oczywiście postępują wg. zakładanego schematu jednak jak się szybko okazuje bakterie mają ograniczone miejsce i zasoby do życia – to właśnie szkiełko. I tak po etapie dynamicznego wzrostu populacja bakterii osiąga swoje maksimum, jednak po pewnym czasie można zauważyć, że jest ich tam po prostu za dużo a długofalowe możliwości wyżywienia całej populacji maleją. I tak po dynamicznym rozwoju dochodzi do masowej zagłady, wykres populacji takiej bakterii możemy przedstawić mniej więcej na takim wykresie.

W tym eksperymencie widzę pewną analogię do naszego gatunku bo tak de facto to niczym się nie różnymy, może poza tym, że składamy się z większej ilości komórek no i nasza szalka Petriego czytaj. Ziemia jest odrobinę większa, jednak nie mowa tutaj o skali tylko na jakim etapie znajduje się nasza ludzkość tego wykresu. Wielu mądrych ludzi, których miałem okazję poznać mówią, że nasze moce przerobowe odnośnie wytwarzania jedzenia osiągnęły maksimum – paradoksalnie duża część wytworzonego jedzenia się marnuje.

Dla zainteresowanych zamieszczam ciekawą stronę – licznik populacji ziemi http://www.worldometers.info/world-population/

Mało tego człowiek za bardzo eksploatuje przyrodę z jej zasobów przez co prędzej czy później dojdziemy do momentu gdzie będzie za mało jedzenia dla co raz to większej populacji ludzi. Jakiś czas temu czytałem, że populacja ludzi nie powinna być większa niż 500 milionów aby zachować balans z planetą – nie drenując zasobów ziemi na tyle aby nie były się one w stanie odtworzyć. Jak wiadomo jest nas teraz ponad 7 miliardów.

To są oczywiście tylko szacunki ale nawet trzymając się tego stosunek ocalałych 1:14 nie jest zbyt optymistyczny.

Można to już zobaczyć dziś czysto empirycznie – wystarczy wybrać się do sklepu i zrobić zakupy, kupuję parę produktów spożywczych a z twojego portfela ulatuje stówka, jeszcze parę lat temu za to samo można było kupić zdecydowanie więcej. Przyczyn wysokich cen żywności jest wiele, jednak nie będąc wielkim ekonomistom możemy to sprowadzić do prostego prawa popytu i podaży.

Ten wykres nie jest do końca właściwy ponieważ uważam że linia spadkowa, będzie bardziej stroma, coś na kształt kolejki górskiej, która lada moment zacznie zjeżdżać w dół.

 

Moment kulminacyjny

Nie jestem wielkim fanem teorii spiskowych i ciężko jest mi uwierzyć, że coś takiego mogłoby zostać zaplanowane. Większość rzeczy, które obserwujemy wydają nam się zdarzeniami od siebie niezależnymi, jednak spinając te wszystkie zdarzenia losowe w jedną grupę można łatwo wywnioskować, że żyjemy w przededniu wielkich zmian.

Odnoszę wrażenie że te wszystkie zmienne losowe mogą się jednak w pewnym momencie skumulować, może to być czas kompletnego chaosu, czas w którym żadne znane nam prawa nie będą obowiązywać a jedynie te które narzucimy sobie sami. To wszystko oczywiście zależy jak bardzo zdesperowani będziemy, wielu ludzi którzy w pewnym momencie obudzą się tzw. ręką w nocniku będą brać udział w prawdziwych Hunger Games, chociaż filmu nie oglądałem nazwa mówi sama za siebie 🙂

Jednak dalej jesteśmy ludźmi i jedynie jako grupa stanowimy siłę, w tych grupach muszą być ludzie, którzy potrafią sobie radzić w trudnych sytuacjach i po prostu mówić innym co mają robić.

Dzięki pracy większej grupy ludzi można pewien obszar zorganizować tak aby grupa miała większe szanse przetrwać niż pojedyncze jednostki. Większość „prepersów” myśli krótkofalowo – taktyka samotnego wilka, co jest dla mnie dziwne bo to właśnie oni powinni w takich chwilach organizować ludzi, uczyć ich sztuki przetrwania.

Ten czas nie koniecznie będzie trwał jakoś bardzo długo, może kilka miesięcy, z których Ci co przeżyją to przeżyją a Ci co zginą to zginą. Przygotowania nie są oczywiście gwarancja powodzenia, większość ludzi żyje w przekonaniu, że w przypadku czegoś takiego to właśnie im uda się przeżyć – a ty? 🙂

Ja takie złudne przekonanie odrzuciłem już jakiś czas temu, nie oznacza to jednak że nie będę próbował dla dobra siebie i swojej rodziny…

 

Podsumowując

To oczywiście jest jedynie moja mała hipoteza, mogę być kompletnie w błędzie i tak dla was drodzy czytelnicy pozostawiam co zrobicie z tym fantem.

Można mieć to kompletnie w d..ie i żyć i nie przejmować się jutrem a jak się coś takiego wydarzy to trudno, wtedy będę się tym martwił.

Można też o tym myśleć intensywnie, zbyt intensywnie i zacząć popadać w paranoje tak jak to się już udało wielu ludziom, którzy w pewnym momencie po prostu mentalnie odjechali – teraz żyją swoim świecie czekając na apokalipsę.

Jest też trzecie rozwiązanie, żyć normalnie i powoli, stopniowo wyrabiać sobie pewną polisę ubezpieczeniową na wypadek takich zdarzeń, na jakim stopniu wszystko zależy od Was.

3 Replies to “Dlaczego się przygotowuję”

  1. Bartosz Adamiak says: Odpowiedz

    Hej. Sam fakt bycia rodzicem już ma znaczenie. Trzeba dzieci przygotować do życia. Wszystkie zagrożenia, o których piszesz są bardzo realne. Nawet jeśli nie będzie potrzeby korzystać z umiejętności, to chyba lepiej być zaradnym człowiekiem, niż oglądaczem telewizji.

  2. „Lepiej mieć i nie użyć, niż potrzebować i nie mieć.” Ja trochę tak podchodzę od jakiegoś czasu do sprawy. Bez paranoi, bez przesady. Jednak poruszyłeś ważną kwestię – samotnego wilka – też uważam, że tego typu nastawienie nic nie da w obliczu naprawdę dużego „kataklizmu”. Może się uda, ale szanse są mniejsze niż w dobrze zorganizowanej grupie.

  3. Hej,
    mam odmienne zdanie na temat imigrantów. Ale chciałem powiedzieć, że w momencie zagrożenia każdy człowiek staje się Twoim wrogiem, czyż nie? Przecież jak zobaczy, że masz plecak, pewnie w nim jedzenie i inne potrzebne rzeczy, to czy nie będzie próbował Ci go zabrać skoro on nie ma nic? Czy to biały, czy czarny, polak czy chińczyk, w momencie zagrożenia nie możesz nikomu ufać, co o tym myślisz?
    BTW: super stronka, wciągnęło mnie.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

+ 11 = 13