Pierwszy wypad survivalowy w tym roku

W tym artykule przedstawiam moją relacje z pierwszego w tym roku wypadu survivalowo-bushcraftowego oraz kilka moich spostrzeżeń dotyczących kilku aspektów przygotowań do ewakuacji.

Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym, zdobywanie wiedzy i doświadczenia a jednocześnie przy tym można miło spędzić czas na łonie natury. Początek kwietnia jest idealnym miesiącem do tego aby przetestować kilka ulepszeń plecaka ucieczkowego, oraz doszlifować umiejętności oraz formę przed bardziej wymagającymi wypadami.

Wyjście organizowaliśmy kilka dni wcześniej i nie byliśmy pewni do końca jaka będzie aura, jednak przeważnie dopóki nie jest ona na tyle zła lub niebezpieczna (np. silny porywisty wiatr) to raczej nie zmieniamy wcześniejszych ustaleń. Jak się później okazało piątkowa aura nie zapowiadała się najlepiej ale z drugiej strony nie była ona tak tragiczna aby odwoływać wypad. Ostatnie dwa dni obfitowały w deszcz co spowodowało, że wszystko było mokre i już na początku wiedzieliśmy, że rozpalenie ognia może być nie lada problemem.

Początek naszej trasy

 

Dodatkowo czas nie był po naszej stronie ponieważ na miejscu, gdzie rozpoczynaliśmy naszą wędrówkę byliśmy po godzinie 17, tak więc do zachodu słońca pozostało nam 2,5 godziny do czego należy doliczyć 7 km marszu, rozbicie obozu i rozpalenie ognia. Jednak stopniowo aura zaczęła dawać nam fory – deszcz ustał.

Ideą takich wypadów jest korzystanie z materiałów pozyskanych z natury a w przypadku niepowodzenia posiłkować się bardziej zaawansowanym sprzętem. Tak więc pierwszą rzeczą, którą zaczęliśmy zbierać to kora brzozy, tak aby dać jej czas do odpowiedniego przeschnięcia.

Trasa, którą przygotowaliśmy nie byłą uczęszczana przez nas wcześniej, miłym zaskoczeniem było to że ok połowa dystansu była po utwardzonej drodze.

Tym razem postanowiłem przetestować mój największy plecak ucieczkowy / surivalowy i sprawdzić jak trzyma się na plecach przy obciążeniu ok 15 kg. Trasa, którą wybraliśmy okazała się bardzo malownicza, jednocześnie deszczowo – mglista pogoda dodawała klimatu.

Miejsce naszego obozu, było miejscem przygotowanym do rozpalenia ognia (camping) w chwili obecnej jeszcze nie uczęszczany przez turystów, zawsze staramy się być w zgodzie nie tylko z naturą ale również z prawem. Z racji tego, że czas nie był po naszej stronie musieliśmy jak najszybciej rozbić obóz i rozpalić ognisko. Na ten wypad postanowiliśmy przetestować zestaw hamak + tarp + spiwór. Dodatkowo w trakcie pakowania się okazało się, że mój tarp wyparował i musiałem zamiast niego użyć płachty ogrodowej, która mimo iż spełniła tą samą rolę nie posiadała przymocowanych sznurków do napięcia co dodatkowo wydłużało czas rozłożenia całego zestawu.

Tarp na miejscu obozowania był priorytetem ponieważ w momencie kiedy przybyliśmy na miejsce naszego noclegu zaczęło lekko padać i baliśmy się że deszcz szybko zamieni się w ulewę.

Dodatkowo pośpiech przy rozkładaniu hamaku spowodował, że pierwsze siadanie skończyło się z dupą na ziemi. Największą wartością takich wypadów są właśnie niepowodzenia, których doświadczamy bo to właśnie dzięki nim uczymy się jak nie popełnić ponownie tego błędu.

 

Rozpalenie ogniska było nie lada wyzwaniem jednak dzięki odpowiedniemu przygotowaniu rozpałki i dbaniu o ogień do momentu kiedy już sam się podtrzymywał wymagało od nas prawie godziny, nie wspominając o znalezieniu opału na resztę wieczoru i porąbaniu go to przynajmniej zapewniło nam odpowiednią temperaturę do czasu kiedy ogień zaczął nas ogrzewać.

Podczas takich prac bardzo istotne jest aby się nie zapocić, przemoczona bielizna może być przyczyną późniejszych chorób.

Kiedy w końcu mogliśmy już usiąść i odrobinę odpocząć było już bardzo ciemno, pogoda po raz kolejny się do nas uśmiechnęła i wiatr stopniowo ustawał a niebo zaczęło się przejaśniać.

Jeśli nigdy nie piłeś(aś) herbaty z igieł sosny to serdecznie polecam, najlepiej smakują świeżo zebrane pite koniecznie na łonie natury. Taki wywar powinien gotować się dłuższy czas aby igły puściły soki.

Od czasu do czasu nad naszymi głowami rozbłyskiwał księżyc a niedaleko słyszeliśmy krzyki żurawi. Dla kogoś kto pierwszy raz obcuje z przyrodą w nocy mogą być one lekko przerażające.

Tutaj dla niewtajemniczonych jak brzmią odgłosy żurawia.

 

Takie widoki można było podziwiać z rana.

 

A tak wyglądał nasz pięciogwiazdkowy hotel.

Osobiście stwierdziłem, że mimo obecnym trendom w świecie survivalu wolę namiot niż hamak może z racji tego, że jeszcze nie udało mi się znaleźć odpowiedniej pozycji do spania. Jest to jednak kwestia czysto indywidualna, hamak pozostawiam do krótkich wypadów na łono natury.

Takie wypady to również testowanie sprzętu, w tym przypadku testowaliśmy filtr do uzdatniania wody.

 

 

Wszystko co dobre szybko się kończy. Niestety ten wypad był bardzo krótki i następnego dnia po śniadanku spakowaliśmy się i wracaliśmy tą samą drogą.

 

Podsumowanie

Pierwszy wypad w tym roku okazał się bardzo bolesny, przede wszystkim z powodu braku przyzwyczajenia ciała do takiego obciążenia. Marsz 14 kilometrów spowodował, że na nogach pojawiły się bolesne zakwasy – niestety tak to już jest jak zimę przesiedziało się w ciepłym domu.

Po raz kolejny potwierdza to tezę, że najlepszy plecak surivialowy będzie na nic, jeśli jego właściciel nie będzie wstanie przejść z nim odpowiedniego dystansu.

Takie wypady to przede wszystkim sprawdzenie sprzętu oraz swoich umiejętności, po każdym takim wypadzie wysuwają się pewne wnioski co trzeba zmienić i co można ulepszyć aby dany system był odpowiedni dla danej osoby. Jak widzę po moich znajomych prepersów / suvivalowców każdy preferuje odrobinę odmienne rozwiązania, dopóki sam nie wyjdziesz w teren to nie dowiesz się co działa dla Ciebie a co nie.

Ponadto trening w trudnych warunkach, zwiększa twoje umiejętności – jeśli jest on realizowany w warunkach na tyle kontrolowanych, że nawet jeśli wypad okaże się niepowodzeniem nie będzie on rzutował na twoje życie lub zdrowie. Nauka w sytuacji survivalowej, gdzie nie mamy takiego komfortu może nas słono kosztować.

 

10 Replies to “Pierwszy wypad survivalowy w tym roku”

  1. Z jakiej części Polski jesteście? Z chęcią bym się z wami zabrał na taki wypad.

  2. Tam obok herbatki to chyba jeszcze druga smirnofa stoi 🙂

  3. Też jestem zainteresowany uczestnictwem w wypadzie treningowym.
    Najlepiej na terenie woj mazowieckiego/lubelskiego.
    Gdyby byłą taka możliwość proszę o sygnał.

    1. Wypady są organizowane spontanicznie, jesteśmy z północy Polski – trochę daleko chyba dla Ciebie i dla nas.

  4. Przemierzałem wielokrotnie bardzo podobną drogę .Czy to okolice Warnowo-Wisełka i jez.Czajcze?!

  5. A co powiecie na północną Wielkopolskę? Podejrzewam że mieszkacie rzut beretem na północ ode mnie. Jestem początkujący w temacie preppingu, wcześniej liznąłem tylko trochę survivalu ale podchodzę do tego poważnie i jestem otwarty na wymianę doświadczeń.

    1. Wypady są organizowane spontanicznie, każdy z nas pracuje, ma rodzinę itd. tak więc byłoby bardzo ciężko się zgadać na taki wypad. Zachęcam do znalezienia jakiś zapaleńców ze swojej okolicy.

  6. W artykule opisałeś opcję noclegu tarp + hamak oraz alternatywną w namiocie. A co sądzisz o zestawie śpiwór + pokrowiec na śpiwór [demobil niemiecki, holenderski, brytyjski etc.] i karimata? Do tego tarp w zależności od pogody. Moim zdaniem to dość fajna opcja, zwłaszcza, jak nie ma w pobliżu dość solidnych drzew, by rozciągnąć między nimi hamak a jednocześnie ciut lżejsza i poręczniejsza w transporcie niż namiot. Wielokrotnie ją praktykowałem, problem był jedynie z komarami, ale i temu dało się zaradzić, stosując moskitierę samoróbę ze starej firany 😉
    Pozdrawiam

    1. Sen w terenie jest dla mnie czymś co w dużej mierze będzie decydować w jakiej kondycji będziesz następnego dnia. Odizolowanie się od czynników zewnętrznych w szczególności w ciężkich warunkach pogodowych może być nawet kwestią życia i śmierci. Ja osobiście stosuję dwa Patenty 1. namiot + karimata 2. hamak + tarp – śpiwór w kązdym z nich jest konieczny. Namiot jest bardziej uniwersalny możesz go rozbić wszędzie nie potrzebujesz drzew itd. zajmuje więcej miejsca i waży więcej, najlepiej poszukać takiego w którym masa jest możliwie najniższa ja swojego czasu kupiłem Grand Canyon Cardova – sprawdza się nieźle i jestem z niego zadowolony chociaż ciężko się go rozkłada. Hamak i tarp też ma swoje plusy jesteś odizolowany od ziemi – a to właśnie ona wyciąga najwięcej „życia”. Natomiast tarp przy wietrze potrafi niemiłosiernie napieprzać przez co nos nie będzie należała do przespanych. Do spania na hamaku też trzeba się przyzwyczaić. Co do innych patentów nie mam doświadczenia…

Dodaj komentarz